Choć wiosna już za oknem i większość z nas próbuje złapać pojawiające się promyki słońca, są takie dni kiedy ogarnia nas słodki leniuszek i nie mamy ochoty wychodzić z domu. Marne szanse na to, aby wykorzystać te dni na naukę prawidłowego użycia mopa, czy zajęcia doszkalające z zakresu działania odkurzacza.piątek, 20 kwietnia 2012
Zabawy z dzieckiem po angielsku
Choć wiosna już za oknem i większość z nas próbuje złapać pojawiające się promyki słońca, są takie dni kiedy ogarnia nas słodki leniuszek i nie mamy ochoty wychodzić z domu. Marne szanse na to, aby wykorzystać te dni na naukę prawidłowego użycia mopa, czy zajęcia doszkalające z zakresu działania odkurzacza.poniedziałek, 13 lutego 2012
Pan Szmatka, czyli przyjaciel na dobre i złe
Pewnego niezbyt ciepłego jesiennego dnia moja żona postanowiła wybrać się na uwielbiany przez siebie shoppinG, przez duże G. Zazwyczaj nie oznacza to niczego dobrego, tym jednak razem było inaczej.
Ja z naszym 11-miesięcznym wtedy synem zostałem w domu. Bawiliśmy się jak zwykle w ekscytujące zabawy, takie jak: kuku aha, i maskotkowy teatrzyk, gdzie moja rola sprowadzała się do udawania głosów różnych zwierząt, które niezwykle intensywnie zabawiały naszego malucha. Cała ta zabawa znużyła w końcu mojego szkraba i po zjedzeniu zupki postanowił on odbyć rytualną drzemkę. Po jakimś czasie wróciła żona rozanielona udanymi zakupami, co zazwyczaj oznacza spore uszczuplenie naszego domowego budżetu.
- Zgadnij, co kupiłam dla Jasia - zawołała od progu.
Skąd mogłem wiedzieć. Ona wsunęła rękę do swojej wypełnionej po brzegi BARDZO ważnymi przedmiotami torebki i wyjęła z niej niezbyt duży kawałek szmatki. Wziąłem go do ręki, była miękka w dotyku, w kolorze, bo ja wiem, wyschniętej mandarynki. Miała przyszytą dość nieproporcjonalnie dużą głowę jakiegoś stworzenia. Do tej pory nie wiem, co to mogło być. Wszystko dokładnie przeszyte bez wystających nitek itp.
- Mordka przyjemna, ale co to właściwie jest? - zapytałem.
- No jak to? – zdziwiła się żona - Pan Szmatka!
- Aha, teraz wszystko stało się jasne. Pan Szmatka, czyli maskotka?
Po niedługiej chwili obudził się nasz maluch. Postanowiliśmy wejść do jego pokoju razem z nowym kolegą. Kiedy zobaczył Pana Szmatkę jego uśmiech zaczynał się na jednym a kończył na drugim uchu. Wyciągnął do góry ręce, tym jednak razem nie chciał wcale iść do nas, chciał nowego kolegę. Przytulił go mocno i dał mu buziaka w nos. Od tej pory Pan Szmatka stał się pełnoprawnym członkiem naszej rodziny. Razem jemy posiłki, bawimy się itp. itd. Jaś nie wyobraża sobie snu bez swojego przyjaciela.
Tak intensywne eksploatowanie tej małej przytulanki wymaga dość częstego jej prania. Nie wiem czy jesteście w stanie wyobrazić sobie, jak wielkie było zdziwienie naszego małego urwisa, kiedy zobaczył swojego kumpla w trakcie wirowania wewnątrz pralki. To była rozpacz, „ba ba bum bu ba bam bam", potok słów rozpaczy płynął z jego ust. Nie było łatwo mu wytłumaczyć, że jego przytulanka właśnie się kąpie i wcale jej to nie boli.
Innego razu żona postanowiła zabrać naszego łobuziaka do tak modnych teraz bawialni dla dzieci. Czas ten postanowiła wykorzystać na ponowne wypranie Pana Szmatki. Ja miałem wolny wieczór, poza wyciągnięciem go z automatu i powieszeniem, żeby zdążył wyschnąć przed wieczorem. Siedząc przed komputerem i pracując, oczywiście... zapomniałem. Zorientowałem się, kiedy spojrzałem na zegar. Była 18:15, a Jaś chodził spać o 19:15.
- O ... dziurka w serze - pomyślałem.
To była akcja jak z najlepszych amerykańskich superprodukcji. Kaloryfery odkręcone na maksa. Suszarka do włosów w ręce na pełnych obrotach. Pan Szmatka furgał na lewo i prawo pod wpływem gorącego powietrza. Ja zlany zimnym potem ratowałem sytuację. Po 30 minutach walki udało się, był suchy. W tym momencie przyszli do domu Jaś z mamą. Mały był już dość zmęczony i pierwsze czego szukał to oczywiście ukochanego przytulaka. Znalazł go na kaloryferze, gdzie Pan Szmatka przechodził ostatni etap suszenia. Ja odetchnąłem z ulgą, ale następnym razem na pewno nie popełnię takiego niedopatrzenia. Nie chcę nawet myśleć, co byłoby, gdyby Pan Szmatka uległ wypadkowi lub zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach.
„Perfekcyjna" mama
Kiedy na teście ciążowym zobaczyłam dwie kreski, był to najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Wtedy myślałam, że bycie mamą to będzie pestka. Jak bardzo się wtedy myliłam...

Ciąża była wspaniałym okresem w moim życiu. Nareszcie miałam czas tylko dla siebie. Spałam do południa, gotowałam rozmaite pyszności, a co najważniejsze, byłam w centrum zainteresowania całej rodziny. To było naprawdę miłe. Wszystko sobie zaplanowałam, punkt po punkcie. Jak będzie wyglądał poród, pierwsze dni z maluszkiem no i całe nasze dalsze życie we troje. Taki mam już charakter, że lubię wszystko planować i z terminarzem się nie rozstaję. A przecież dobry plan to już połowa sukcesu. Więc... Perfekcyjnie wszystko sobie zaplanowałam, nawet to, jaką będę mamą. A jaką? Zorganizowaną, gotującą obiadki „3-daniowe", uśmiechniętą, cierpliwą i najlepiej na świecie zajmującą się własnym dzieckiem - CYBORG PERFEKCYJNĄ MAMĄ!
A kiedy jeszcze nie byłam mamą, wiele razy zdarzyło mi oceniać inne mamy za różne rzeczy, np. że dziecko nadal korzysta ze smoczka, że jeszcze nosi pieluszkę, że rodzice nie mają cierpliwości do własnych dzieci... itd. Lista przywar i błędów popełnianych przez znajomych i nieznajomych rodziców była bardzo długa.
A jak było w moim przypadku? Życie szybko zweryfikowało mój zapięty na ostatni guzik plan. Scenariusz okazał się znacznie gorszy niż mogłabym w ogóle zakładać. Poród okazał się totalną porażką i trudnym dla mnie przeżyciem. Był zupełnie inny niż sobie zaplanowałam i do tej pory jest mi z tym nie najlepiej, choć minęło już 1,5 roku. Już kilka dni po porodzie dopadła mnie depresja poporodowa, o której wcześniej myślałam w kategoriach fikcji, wymyślonej przez nieudolne mamy. A jednak nie...wybaczcie, drogie koleżanki. Pierwsze 6 tygodni były niezwykle trudne, bo cały czas nie potrafiłam w sobie znaleźć tej prawdziwej radości, którą powinno dawać macierzyństwo i o której tak wiele się mówi. Mąż za to na początku okazał się lepszym opiekunem i intuicyjnie wszystkowiedzącym tatą, mimo że nie przeczytał żadnej z tych książek, które ja chłonęłam każdego dnia. Jak dobrze mieć takiego męża. Z dumą patrzyłam na jego poczynania. Potem czekała mnie kolejna próba w postaci niekończącej się historii 4-miesięcznych kolek. Mogę śmiało stwierdzić, że jestem specjalistką od bujania, husiania i śpiewania kołysanek. Wtedy wydawało mi się też, że pomimo brak snu rano powinnam być rześka i gotowa do spełniania swoich matczynych zadań: gotowania, sprzątania, wychodzenia na spacery czy robienia zakupów. Pomysł popołudniowej drzemki nawet nie wchodził w grę, bo przecież "perfekcyjna" mama nie ma słabości. Tak wiele osób wpaja nam do głowy, że przecież każdy to przechodzi i jakoś sobie ze wszystkim daje radę. Więc jak tu okazać się gorszym, słabszym?
I tak mijał miesiąc po miesiącu. Wiecznie umęczona i coraz bardziej sfrustrowana mama mówi w końcu dość! Dochodzi też do niezwykle odkrywczych wniosków. Może nie zawsze wszystko musi być idealne? Bałagan w domu czy niewyprasowane pranie to przecież nie koniec świata. Ten czas lepiej poświęcić maluchowi, który pragnie bliskości i uwagi, który czeka na wspólny taniec z mamą do majkowych przebojów czy na szalone wygłupy na dywanie. Jego uśmiechy, całusy i magiczne słowo MAMA to dużo więcej niż poukładane w szafie, wyprasowane ubrania.
W tej chwili „perfekcyjną" mamę mam już za sobą. Rozumiem inne mamy, bo sama nią jestem, ze swoimi zaletami, wadami, sukcesami i błędami... Już nie patrzę z pogardą na spotkanego przypadkiem malucha ze smoczkiem w buzi. Mój syn do snu nadal go używa, i co z tego? Najwyżej ktoś kiedyś, podobnie do mnie myślący, coś sobie pomyśli.
Szybko zrozumie, że są ważniejsze rzeczy od bycia „perfekcyjna" mamą. Wtedy uśmiechnie się z pokorą i przyjaźnie do malucha ze smoczkiem. Jak teraz ja.
wtorek, 7 lutego 2012
Dziewczynka czy chłopiec? Ciotka, babcia, koleżanka prawdę ci powie

Będzie syn!
Pupę masz już sporą – mówi moja życzliwa koleżanka – ciesz się – urodzisz chłopca.
Masz spiczasty, wysoko ułożony brzuch - możesz mieć PEWNOŚĆ, że będziesz mieć syna – mówi moja mama.
Jesteś dużo ładniejsza niż gdy cię ostatnio widziałam – kwituje dawno niewidziana koleżanka z pracy – chłopiec gwarantowany!
Jakie te twoje zupy są pikantne! – komplement ukochanej ciotki przy obiedzie – będzie syn!
Uwaga! Gdybyś jeszcze nie była pewna, że to syn, na wszelki wypadek kup kilogram soli i rozsyp ją obficie wokół siebie – chłopiec gwarantowany!
Będzie córka!
No rzeczywiście nie wyglądasz najlepiej – mówi (najpewniej) koleżanka – ciesz się, chciałaś mieć córkę, to ona ściąga z ciebie urodę.
Zjadłaś już trzy batoniki? – zdziwiony ukochany – Masz ochotę na słodkości? To pewne, że będzie dziewczynka.
Moja ciotka nauczycielka - Jest naukowo udowodnione, że nisko ułożony brzuch świadczy o tym, że urodzi się córka.
Uwaga! Gdybyś jeszcze nie była pewna, że to córka, na wszelki wypadek kup kilogram cukru i rozsyp obficie wokół siebie – dziewczynka pewna!
Polecamy książki - Sztuka kochania: Witamina „M”

Pamiętacie Michalinę Wisłocką i jej kultową „Sztukę kochania"? Choć książka nie należy do najnowszych absolutnie powinien przeczytać ją każdy. Tu jednak o innej książce autorki „co uczyła Polaków jak się kochać". Witamina „M" to pozycja niezwykła i choć leciwa, wiele w niej mądrości i prawd, które nie tracą na aktualności. Ta najważniejsza dla dziecka witamina „M" to nic innego jak miłość matki, tworząca poczucie bezpieczeństwa u malucha. O relacji mama-dziecko, o tym jak świat odbiera mały człowiek, o porodzie, karmieniu, ale też o tym jak macierzyństwo wygląda u zwierząt (niezwykłe ciekawostki) – to wszystko w książce Wisłockiej. Warto przeczytać również dlatego, żeby zobaczyć, jak to było kiedyś, właściwie całkiem niedawno... Polecamy przyszłym rodzicom, ale nie tylko – naprawdę warto.
sobota, 28 stycznia 2012
ŚPIEWAMY, TAŃCZYMY I GRAMY
Sami wiemy najlepiej, jak dobrze na nas wpływa muzyka – daje radość, pobudza do działania, odpręża i sprawia, że czujemy się szczęśliwi. Dlaczego z dziećmi miałoby być inaczej? Maluchy uwielbiają muzykę. I to pod każdą postacią. Kochają maminy (tatiny ;-) też) śpiew do poduszki i podrygiwanie w takt muzyki. Śpiewając, tańcząc i grając z maluchem rozwijasz jego zmysły i talenty, sprawiasz, że staje się bardziej wrażliwe, pomagasz przełamać nieśmiałość… A przede wszystkim dajesz mu to, co kocha najbardziej – świetną zabawę z ukochanym rodzicem!
Piosenka dobra na wszystko
Rodzice często wstydzą się śpiewać swoim maluchom, a szkoda, bo dzieci to uwielbiają. Nic tak nie zrelaksuje maluszka jak kołysanka zaśpiewana przez mamę. Przełam więc wstyd i śpiewaj. Przypomnij sobie wszystkie piosenki z dzieciństwa – wcale nie straciły na aktualności. Zdziwisz się, jak szybko malec będzie kojarzył kolejne melodie. Możecie też z codziennego śpiewania uczynić rytuał: każdy pretekst do śpiewania jest dobry – mycie zębów, czesanie czy ubieranie. Smyk szybko zapomni o marudzeniu przy porannej toalecie, skupiając się na piosence.
Domowe youcantańce
Dzieci nie potrafią usiedzieć w miejscu… Podskakują, biegają, wspinają się, gonią. Są w wiecznym ruchu. I trudno im się dziwić. Świat jest przecież taki ciekawy. Nie możesz zabronić dziecku ruchu, ale ten ruch możesz ukierunkować. Tańczcie! Maluchy uwielbiają podrygiwać w takt muzyki. I świetnie to wpływa na ich rozwój. Podczas tańca poprawia się krążenie krwi, wraz z krwią do mózgu dociera więcej tlenu, dzięki czemu umysł malucha pracuje lepiej. Taniec pozwala też integrować zmysły – pomaga łączyć wrażenia słuchowe z ruchowymi. Co jeszcze? Nie tylko my dorośli wyrażamy siebie przez taniec. Dzieci też to robią. Z ruchów malca wiele możesz wyczytać.
Mały muzyk i jego instrumenty
Kiedy twój smyk trochę podrośnie, sam już może tworzyć muzykę. Póki jest mały i nie marzy jeszcze o gitarze elektrycznej, możesz sama/sam stworzyć mu z domowych sprzętów pierwsze instrumenty. Pewnie, że perkusja z garnków wyprowadzi i świętego z równowagi, ale twój maluch będzie miał przy tym tyle radości, że warto. Zaopatrzcie się w drewniane łyżki, miseczki, garnki i pokrywki. Dla tych bardziej wrażliwych na mocne dźwięki proponujemy słoiczki napełniony cukrem czy plastikowe pudełka z fasolą. Później, kiedy maluch jest już trochę większy, możesz kupić mu jego pierwszy „prawdziwy” instrument.
NA NAUKĘ NIGDY NIE JEST ZA… WCZEŚNIE
Zabawa językiem
Wczesna nauka języków obcych pomaga dziecku rozwijać intelekt i uczy go systematyczności. Nie musisz od razu zapisywać malucha do szkoły językowej. Uczcie się w domu: rysujcie zwierzaki, warzywa, owoce, przedmioty domowego użytku, a potem nazywajcie je np. po angielsku. Narysowane obrazki maluch może potem samodzielnie pokolorować. Przywieście je później na lodówce, to utrwali nowe wyrazy. Pamiętaj! Nie traktuj nauki malucha zbyt ambitnie. Najważniejsza w tym wszystkim jest dobra zabawa. Smyk będzie szczęśliwy, zadowolony, a później chętniej będzie uczył się języków już na poważnie… w szkole.
Uśmiechnięty talerzyk
Niestety, maluchy bardzo rzadko lubią warzywa. Na sałatę, zieloną pietruszkę, nawet marchewkę bardzo często kręcą nosem. Co zrobić, żeby malec zaprzyjaźnił się z surówką? Jak zwykle, trzeba całą sytuację zamienić w zabawę! Pobaw się z maluchem w układanie na talerzyku ciekawych kompozycji z warzyw. Zrób oczy z rzodkiewki, nos z marchwi i krzaczaste brwi z zielonej pietruszki lub koperku. Stwórzcie wspólnie uśmiechnięty talerzyk. Dziecko powoli zaprzyjaźni się z warzywami, będzie je kojarzył z zabawą, a tobie będzie prościej namówić malca, by skosztował, jak smakuje pomarańczowy nos „uśmiechniętego talerzyka” niż pospolita marchewka. W tej zabawie pomogą ci też „warzywne” wiersze (np. „Na straganie” Jana Brzechwy).
ZOSTAĆ MAMĄ I NIE ZWARIOWAĆ
Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, cały mój świat przewrócił się do góry nogami. I mimo że chciałam zostać mamą i obiektywnie był już najwyższy na to czas (jak z rozumnym uśmiechem tłumaczyła moja mama i 26 ciotek), to i tak byłam przerażona, skołowana i zwyczajnie bezradna... Dlaczego?
Początkowo niby wszystko jest w porządku. Z każdej strony docierają słowa gratulacji, życzliwe uśmiechy i pierwsze rady, których duża ilość na razie cię nie przeraża. Wszyscy przecież chcą ci pomóc, a że prawie każdy znajomy czy znajoma ma już dzieci, naturalnym jest, że WIEDZĄ LEPIEJ od ciebie. Więc słuchasz kolejno o kupie, pieluchach, kolkach i najlepszych sklepach dla maluchów. Brzuch masz jeszcze płaski, ale na mailu czeka już na ciebie lista najlepszych kremów na rozstępy. Więc kupujesz i smarujesz, tak na wszelki wypadek. Już w pierwszych miesiącu ciąży dostajesz listę rzeczy, które są absolutnie konieczne, żeby twoje dziecko rozwijało się poprawnie. Potem przychodzi pora na ważniejsze sprawy. Rozpoczyna się batalia między twoimi znajomymi o poród i ciebie w tym wszystkim. Jak rodzić? Co jest lepsze – naturalny czy cesarskie cięcie? Karmienie piersią czy butelką? Zwolenniczki jednego i drugiego wyciągają ciężką broń, każda wie lepiej od ciebie, bo przecież to przeżyła... i co ty właściwie tak naprawdę możesz o tym wiedzieć. Więc ty uszy po sobie i słuchasz pokornie dalej, bo właściwie racja. Potem pora na metody wychowawcze. Przytulać bąbla czy nie przytulać? Uczyć go spania w łóżeczku, czy gdy płacze brać do siebie do łóżka? Na mailu kolejne linki do książek, które w tym tygodniu koniecznie trzeba przeczytać. Skołowana coraz bardziej? Już niedługo. Powoli, zupełnie nieświadomie, rodzi się w tobie bunt. I młoda kiełkująca mama w tobie.
I potem coś w tobie pęka. I mówisz dość. Wyłączasz telefon, kasujesz bez czytania maile od życzliwych koleżanek/cioć/babć i sąsiadek. Oddychasz z ulgą, pijesz kakao (4 z 5 koleżanek mówiły ci, ze mleko jest stanowczo niezdrowe) i w końcu odnajdujesz spokój. Nadszedł czas na prawdziwą i tylko twoją radość z ciąży. Z pomyłkami, zdziwieniami, odkryciami i błędami...
CIĄŻOWE BZIKI, CZYLI JAK KOBIETA ZMIENIA SIĘ W CIĄŻY
W ciągu 9 miesięcy z organizmem kobiety dzieją się niebywałe rzeczy. Humory, niepokoje, mdłości, zachcianki i częste wizyty w toalecie to tylko niektóre z nich. Poniżej przedstawiamy kilka przykładów na ciążowe przemiany i bziki.
Smaki i zapachy
Jeśli w czasie ciąży rzuciłaś palenie, krótko potem otworzy się przed tobą świat cudownych zapachów i smaków. Pomidory pachną słonecznym Południem, twaróg ma smak wsi, a słoik konserwowych ogórków nosisz w torebce. Właściwie na okrągło możesz mówić o jedzeniu - słodko-kwaśnych niebywałych smakach, wirujących w nosie zapachach i tak do zwariowania. Możesz mieć również to nieszczęście w szczęściu, że twój organizm przyjął nowego przybysza zupełnie bez problemu i nie masz żadnych typowych objawów ciążowych, takich jak mdłości, poranne wymioty czy zgaga. Wtedy przepadłaś, bo nie istnieją już żadne granice w jedzeniu. Mimo że nie hołdujesz powiedzeniu „jedz w ciąży za dwóch", dokładnie to robisz...
Kolorowe sny
Niebywałe, kolorowe i tak rzeczywiste, że budząc się masz poważne wątpliwości, czy nadal śnisz, czy to już jawa. Właściwie żyjesz w dwóch równoległych światach, a że śpisz dużo więcej niż normalnie, te dwa światy przeplatają się, mieszają, tworząc kolorową ciążową mozaikę zupełnie nie do opanowania. Najlepiej przyzwyczaić się do tego (zwłaszcza koszmarów ze śmiesznymi potworami w tle), a przy łóżku trzymać zawsze notes i ołówek. Może kiedyś, jak będziesz mieć więcej czasu z twoich snów zrodzi się książka lub opowiadanie fantasy?
Odkrywanie kuchni
Jeśli do tej pory nie wiedziałaś, jak się robi pierogi czy chleb i nie byłaś najlepszą panią domu, teraz może się zdarzyć, ze dom i kuchnia staną się twoim prawdziwym królestwem. Będziesz odkrywać kolejne potrawy, roboty kuchenne, nagminnie będziesz palić garnki (zapominanie o wszystkim jest w ciąży dość częste). Znajdowanie kolejnych przepisów kulinarnych stanie się twoją pasją, a podawany do stołu dwudaniowy obiad – największą dumą. Nie martw się, to minie – z tą różnicą, że będziesz już wiedzieć, jak się robi pierogi. I że zupełnie się to nie opłaca...
(Nad)wrażliwość
Płaczesz właściwie na zawołanie. Wzrusza cię wszystko – małe dzieci, staruszkowie, programy przyrodnicze. Nie masz na to żadnego wpływu – łzy płyną jakby ktoś odkręcił kran. Najlepiej będzie zwyczajnie się do tego przyzwyczaić, licząc, że po porodzie zniknie w tobie wrażliwa beksa lala.