sobota, 28 stycznia 2012

ŚPIEWAMY, TAŃCZYMY I GRAMY

ŚPIEWAMY, TAŃCZYMY I GRAMY:

muzykSami wiemy najlepiej, jak dobrze na nas wpływa muzyka – daje radość, pobudza do działania, odpręża i sprawia, że czujemy się szczęśliwi. Dlaczego z dziećmi miałoby być inaczej? Maluchy uwielbiają muzykę. I to pod każdą postacią. Kochają maminy (tatiny ;-) też) śpiew do poduszki i podrygiwanie w takt muzyki. Śpiewając, tańcząc i grając z maluchem rozwijasz jego zmysły i talenty, sprawiasz, że staje się bardziej wrażliwe, pomagasz przełamać nieśmiałość… A przede wszystkim dajesz mu to, co kocha najbardziej – świetną zabawę z ukochanym rodzicem!


Piosenka dobra na wszystko

Rodzice często wstydzą się śpiewać swoim maluchom, a szkoda, bo dzieci to uwielbiają. Nic tak nie zrelaksuje maluszka jak kołysanka zaśpiewana przez mamę. Przełam więc wstyd i śpiewaj. Przypomnij sobie wszystkie piosenki z dzieciństwa – wcale nie straciły na aktualności. Zdziwisz się, jak szybko malec będzie kojarzył kolejne melodie. Możecie też z codziennego śpiewania uczynić rytuał: każdy pretekst do śpiewania jest dobry – mycie zębów, czesanie czy ubieranie. Smyk szybko zapomni o marudzeniu przy porannej toalecie, skupiając się na piosence.


Domowe youcantańce

Dzieci nie potrafią usiedzieć w miejscu… Podskakują, biegają, wspinają się, gonią. Są w wiecznym ruchu. I trudno im się dziwić. Świat jest przecież taki ciekawy. Nie możesz zabronić dziecku ruchu, ale ten ruch możesz ukierunkować. Tańczcie! Maluchy uwielbiają podrygiwać w takt muzyki. I świetnie to wpływa na ich rozwój. Podczas tańca poprawia się krążenie krwi, wraz z krwią do mózgu dociera więcej tlenu, dzięki czemu umysł malucha pracuje lepiej. Taniec pozwala też integrować zmysły – pomaga łączyć wrażenia słuchowe z ruchowymi. Co jeszcze? Nie tylko my dorośli wyrażamy siebie przez taniec. Dzieci też to robią. Z ruchów malca wiele możesz wyczytać.


Mały muzyk i jego instrumenty

Kiedy twój smyk trochę podrośnie, sam już może tworzyć muzykę. Póki jest mały i nie marzy jeszcze o gitarze elektrycznej, możesz sama/sam stworzyć mu z domowych sprzętów pierwsze instrumenty. Pewnie, że perkusja z garnków wyprowadzi i świętego z równowagi, ale twój maluch będzie miał przy tym tyle radości, że warto. Zaopatrzcie się w drewniane łyżki, miseczki, garnki i pokrywki. Dla tych bardziej wrażliwych na mocne dźwięki proponujemy słoiczki napełniony cukrem czy plastikowe pudełka z fasolą. Później, kiedy maluch jest już trochę większy, możesz kupić mu jego pierwszy „prawdziwy” instrument.

NA NAUKĘ NIGDY NIE JEST ZA… WCZEŚNIE

NA NAUKĘ NIGDY NIE JEST ZA… WCZEŚNIE:

jezykiZabawa językiem


Wczesna nauka języków obcych pomaga dziecku rozwijać intelekt i uczy go systematyczności. Nie musisz od razu zapisywać malucha do szkoły językowej. Uczcie się w domu: rysujcie zwierzaki, warzywa, owoce, przedmioty domowego użytku, a potem nazywajcie je np. po angielsku. Narysowane obrazki maluch może potem samodzielnie pokolorować. Przywieście je później na lodówce, to utrwali nowe wyrazy. Pamiętaj! Nie traktuj nauki malucha zbyt ambitnie. Najważniejsza w tym wszystkim jest dobra zabawa. Smyk będzie szczęśliwy, zadowolony, a później chętniej będzie uczył się języków już na poważnie… w szkole.


warzywaUśmiechnięty talerzyk


Niestety, maluchy bardzo rzadko lubią warzywa. Na sałatę, zieloną pietruszkę, nawet marchewkę bardzo często kręcą nosem. Co zrobić, żeby malec zaprzyjaźnił się z surówką? Jak zwykle, trzeba całą sytuację zamienić w zabawę! Pobaw się z maluchem w układanie na talerzyku ciekawych kompozycji z warzyw. Zrób oczy z rzodkiewki, nos z marchwi i krzaczaste brwi z zielonej pietruszki lub koperku. Stwórzcie wspólnie uśmiechnięty talerzyk. Dziecko powoli zaprzyjaźni się z warzywami, będzie je kojarzył z zabawą, a tobie będzie prościej namówić malca, by skosztował, jak smakuje pomarańczowy nos „uśmiechniętego talerzyka” niż pospolita marchewka. W tej zabawie pomogą ci też „warzywne” wiersze (np. „Na straganie” Jana Brzechwy).

ZOSTAĆ MAMĄ I NIE ZWARIOWAĆ

ZOSTAĆ MAMĄ I NIE ZWARIOWAĆ:

kobieta w ciążyKiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, cały mój świat przewrócił się do góry nogami. I mimo że chciałam zostać mamą i obiektywnie był już najwyższy na to czas (jak z rozumnym uśmiechem tłumaczyła moja mama i 26 ciotek), to i tak byłam przerażona, skołowana i zwyczajnie bezradna... Dlaczego?

Początkowo niby wszystko jest w porządku. Z każdej strony docierają słowa gratulacji, życzliwe uśmiechy i pierwsze rady, których duża ilość na razie cię nie przeraża. Wszyscy przecież chcą ci pomóc, a że prawie każdy znajomy czy znajoma ma już dzieci, naturalnym jest, że WIEDZĄ LEPIEJ od ciebie. Więc słuchasz kolejno o kupie, pieluchach, kolkach i najlepszych sklepach dla maluchów. Brzuch masz jeszcze płaski, ale na mailu czeka już na ciebie lista najlepszych kremów na rozstępy. Więc kupujesz i smarujesz, tak na wszelki wypadek. Już w pierwszych miesiącu ciąży dostajesz listę rzeczy, które są absolutnie konieczne, żeby twoje dziecko rozwijało się poprawnie. Potem przychodzi pora na ważniejsze sprawy. Rozpoczyna się batalia między twoimi znajomymi o poród i ciebie w tym wszystkim. Jak rodzić? Co jest lepsze – naturalny czy cesarskie cięcie? Karmienie piersią czy butelką? Zwolenniczki jednego i drugiego wyciągają ciężką broń, każda wie lepiej od ciebie, bo przecież to przeżyła... i co ty właściwie tak naprawdę możesz o tym wiedzieć. Więc ty uszy po sobie i słuchasz pokornie dalej, bo właściwie racja. Potem pora na metody wychowawcze. Przytulać bąbla czy nie przytulać? Uczyć go spania w łóżeczku, czy gdy płacze brać do siebie do łóżka? Na mailu kolejne linki do książek, które w tym tygodniu koniecznie trzeba przeczytać. Skołowana coraz bardziej? Już niedługo. Powoli, zupełnie nieświadomie, rodzi się w tobie bunt. I młoda kiełkująca mama w tobie.

I potem coś w tobie pęka. I mówisz dość. Wyłączasz telefon, kasujesz bez czytania maile od życzliwych koleżanek/cioć/babć i sąsiadek. Oddychasz z ulgą, pijesz kakao (4 z 5 koleżanek mówiły ci, ze mleko jest stanowczo niezdrowe) i w końcu odnajdujesz spokój. Nadszedł czas na prawdziwą i tylko twoją radość z ciąży. Z pomyłkami, zdziwieniami, odkryciami i błędami...

CIĄŻOWE BZIKI, CZYLI JAK KOBIETA ZMIENIA SIĘ W CIĄŻY

CIĄŻOWE BZIKI, CZYLI JAK KOBIETA ZMIENIA SIĘ W CIĄŻY:

kobieta w ciążyW ciągu 9 miesięcy z organizmem kobiety dzieją się niebywałe rzeczy. Humory, niepokoje, mdłości, zachcianki i częste wizyty w toalecie to tylko niektóre z nich. Poniżej przedstawiamy kilka przykładów na ciążowe przemiany i bziki.

Smaki i zapachy

Jeśli w czasie ciąży rzuciłaś palenie, krótko potem otworzy się przed tobą świat cudownych zapachów i smaków. Pomidory pachną słonecznym Południem, twaróg ma smak wsi, a słoik konserwowych ogórków nosisz w torebce. Właściwie na okrągło możesz mówić o jedzeniu - słodko-kwaśnych niebywałych smakach, wirujących w nosie zapachach i tak do zwariowania. Możesz mieć również to nieszczęście w szczęściu, że twój organizm przyjął nowego przybysza zupełnie bez problemu i nie masz żadnych typowych objawów ciążowych, takich jak mdłości, poranne wymioty czy zgaga. Wtedy przepadłaś, bo nie istnieją już żadne granice w jedzeniu. Mimo że nie hołdujesz powiedzeniu „jedz w ciąży za dwóch", dokładnie to robisz...

Kolorowe sny

Niebywałe, kolorowe i tak rzeczywiste, że budząc się masz poważne wątpliwości, czy nadal śnisz, czy to już jawa. Właściwie żyjesz w dwóch równoległych światach, a że śpisz dużo więcej niż normalnie, te dwa światy przeplatają się, mieszają, tworząc kolorową ciążową mozaikę zupełnie nie do opanowania. Najlepiej przyzwyczaić się do tego (zwłaszcza koszmarów ze śmiesznymi potworami w tle), a przy łóżku trzymać zawsze notes i ołówek. Może kiedyś, jak będziesz mieć więcej czasu z twoich snów zrodzi się książka lub opowiadanie fantasy?

Odkrywanie kuchni

Jeśli do tej pory nie wiedziałaś, jak się robi pierogi czy chleb i nie byłaś najlepszą panią domu, teraz może się zdarzyć, ze dom i kuchnia staną się twoim prawdziwym królestwem. Będziesz odkrywać kolejne potrawy, roboty kuchenne, nagminnie będziesz palić garnki (zapominanie o wszystkim jest w ciąży dość częste). Znajdowanie kolejnych przepisów kulinarnych stanie się twoją pasją, a podawany do stołu dwudaniowy obiad – największą dumą. Nie martw się, to minie – z tą różnicą, że będziesz już wiedzieć, jak się robi pierogi. I że zupełnie się to nie opłaca...

(Nad)wrażliwość

Płaczesz właściwie na zawołanie. Wzrusza cię wszystko – małe dzieci, staruszkowie, programy przyrodnicze. Nie masz na to żadnego wpływu – łzy płyną jakby ktoś odkręcił kran. Najlepiej będzie zwyczajnie się do tego przyzwyczaić, licząc, że po porodzie zniknie w tobie wrażliwa beksa lala.